Posłuchaj.
Nie mam ochoty wstać z łóżka.Wolę wylegiwać się w nim,poddać się tej cholernej bezczynności.
Myśleć bądź wgapiać się jak wariat w biały sufit.
Nie przejmuję się już tym,że jest mi zimno i mam gęsią skórkę..
Wiem,że to złe.
Nie mam ochoty jeść.Nie mam na to siły.Tracę kontrolę nad sobą w pewnym sensie.
Staję się po woli przedstawicielem debilizmu królującego w obecnych czasach.
Odbyłam wiele burzliwych dyskusji z swoimi myślami.
Zero kompromisu...
Ten ciężar jest uciążliwy.To ciągłe poczucie winy a także to odrzucenie...
Tracę przyjaciół.
Już ich nie mam.Odeszli.Przywykłam.
Jestem jak ten śmieć lub stara, zużyta zabawka.Bez emocji,uczuć i wyrzucona na pełnego
bakterii,smrodu,brudu kosza na śmieci.Kolejny raz z rzędu.
Praktycznie nie istnieję , teoretycznie jeszcze jestem.
Jestem może trochę egoistką.Potrzebuję troszkę zrozumienia.Rozmowy.
Byłam "jedyna" a nagle okazuje się,że przyjaciół Ci przybyło.
Nie masz dla mnie czasu,stałaś się taka rozrywana.
Rozumiem to i akceptuję.Wiem,że jesteś z mną wciąż.
Właściwie to.
Boję się.
Jestem bezużyteczna.
To boli.
Kiedyś w końcu mogę nie wytrzymać.
Wszechobecny gniew jest stałym bywalcem w moim życiu.
W duszy szaleje jakaś toksyna, nie mam sił się jej wyzbyć.
Gniję od środka.Wystarczy ?
Mam już tego dość.
To wszystko to jedno wielkie kłamstwo co się dzieję.
Nie umiem się w tym odnaleźć.
PRZEPRASZAM.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz